21-640x492

Poniżej przedstawiamy skrót najskuteczniejszego programu dla osób poszukujących partnera, opisanego w książce „Poszukiwana Poszukiwany”.

Spotkania dotyczące tego programu będą się odbywać m in w k. Najśw. Zbawiciela przy metrze Politechnika w Warszawie. Zachęcamy do lektury – i działania!

Poradnik dla singli. Zmień swój schemat działania

Henry Cloud

Propozycja zmiany myślenia o miejscach i sposobach, która zwiększa szansę na spotkanie przyszłego małżonka.

Prowadzenie dziennika uświadamia ludziom ich schematy działania i nawyki. Obserwowanie tego, dokąd się udają, z kim rozmawiają, kogo stale widują, w jakich grupach zawsze bywają, pozwala im spojrzeć z lotu ptaka na ich randki. Zwykle uprzytamniają sobie, że choć ich schematy działania dobrze służą w wielu dziedzinach życia, czasami nawet nadzwyczaj dobrze, nie przydają się jednak, jeśli chodzi o randki. I zwykle właśnie dlatego są zablokowani.

Mogą lubić swoje małe grupy przyjaciół, własną pracę czy kościół i w tych dziedzinach życia wszystko jest w porządku. Nie pomyśleliby nawet nigdy o ich porzuceniu. Problem polega na tym, że te schematy działania nie ułatwiają im spotkań z ludźmi odpowiednimi do tego, by umówić się z nimi na randkę. Potem, gdy uświadamiają sobie, że dziennik nie ujawnia przypadkowych zdarzeń, ale ustalony schemat, dostrzegają prawdziwy problem. Ludzie popadają w życiu w rutynę: to samo środowisko, ta sama siłownia, ten sam kościół. To może mieć swoje pozytywne strony, ale nie służy umawianiu się na randki.

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, że „masz jakiś schemat”? Wszyscy je mamy. Tak jak sugeruję ci prowadzenie dziennika i notowanie liczby osób, które poznajesz, sugeruję ci też prowadzenie dziennika, w którym będziesz zapisywać, co i kiedy robisz. Jak spędzasz czas? Dokąd chodzisz? Czy odwiedzasz jakieś nowe miejsca? Czy bywasz tam, gdzie możesz poznać kogoś nowego? Jak często? Dziennik pomoże ci zobaczyć, jak bardzo się angażujesz. Możesz odkryć, że jesteś dość aktywny, i wtedy będziesz wiedział, że twój problem polega na czym innym, na przykład na tym, że powinieneś być bardziej otwarty. Nie będziesz tego jednak wiedział, póki nie przyjrzysz się schematowi swojego działania.

Nie rezygnuj więc z tego, co się sprawdza w twoim życiu. Musisz sobie jednak uprzytomnić, że miejsca, w których spędzasz czas, nie służą umawianiu się na randki. Jeśli nic się nie zmienia w twoim życiu towarzyskim w związku z tym, co robisz, upewnia cię to w przekonaniu, że już tak zostanie. Zrób więc coś innego. Zmień swoje przyzwyczajenia. Cokolwiek by to było, zrób coś nowego, co pomoże ci umówić się na randkę. Odwiedzaj nowe miejsca. Nie musisz porzucać swojego kościoła, ale możesz pójść do innego o innej porze niż odwiedzasz swój albo na inne nabożeństwo niż zwykle w swoim kościele. Kiedyś usłyszałem od pewnej kobiety, że nie znała pewnego mężczyzny, który chodzi do jej kościoła, bo „zawsze chodziła na mszę o 11”. Rutyna ogranicza.

Zejdź na ziemię i zdaj sobie sprawę, kogo zazwyczaj spotykasz w życiu. Nie sugeruję, byś wszystko przeorganizował w związku z randkami. Randki powinny być częścią twojej codzienności, a nie na odwrót, to znaczy nie powinieneś im podporządkowywać życia. Życie to coś więcej niż znajdowanie kandydata na randkę. Jednocześnie jednak umawianie się na randki jest jego częścią i jeśli w twoich „schematach działania” nie pojawiają się nowi ludzie, to nie służą one tej części twojego życia.

Co robić

Jeśli więc nie udaje ci się umawiać na randki, dokąd idziesz?

Sugerowałem już, żeby wziąć pod uwagę dobry serwis randkowy, który skrzyżuje twoje drogi z ludźmi tej samej wiary, wyznających te same wartości i mających te same zainteresowania (więcej na ten temat znajdziesz w kolejnym rozdziale – „Pokonaj opór: skorzystaj z serwisu randkowego”>>>). Co oprócz tego powinieneś zrobić? W oparciu o rozmowy z wieloma osobami i to, gdzie poznają one ludzi, z którymi umawiają się na randki, mogę powiedzieć, że zarówno sposoby, jak i miejsca są nieograniczone. Poznają ich dosłownie wszędzie.

Pierwszy klucz jest jednak taki:
Chodzą w dane miejsce więcej niż raz.

Drugi zaś taki:
Idą gdzie indziej, jeśli pierwsze miejsce się nie sprawdziło.

Aby kogoś poznać, trzeba bywać tam, gdzie są ludzie. I jeśli nie pozna się nowych osób podczas pierwszej wizyty, nie należy przyjmować zgorzkniałej postawy: „Och, próbowałem. To się nie sprawdziło”. Czy sądzisz, że każdy, kto poznał swego małżonka podczas przyjęcia, poznał ją lub jego na jedynym przyjęciu, na które kiedykolwiek poszedł? Znam pewną kobietę, która poznała męża na polu golfowym. Myślisz, że wtedy po raz pierwszy grała w golfa? Albo że było to jedyne pole golfowe, które kiedykolwiek odwiedziła? Jest milion miejsc, w których ludzie się poznają. Jednak by poznać nowych ludzi, musisz tam być.

Oto kilka miejsc, w których – jak często słyszę – można poznać ludzi:

1. Odwiedzaj kościoły. Kościoły to wspaniałe miejsca, w których można poznać ludzi o bogatym życiu duchowym. Jednak pewne osoby zachowują się biernie w odniesieniu do kościoła lub grup osób samotnych. Jeśli nie poznają nikogo w jednym kościele, nic z tym nie robią, na przykład nie przedstawiają się, nie pójdą do innego kościoła ani nie przyłączą się do jakiejś grupy.

2. Porozmawiaj z przyjaciółmi (bliższymi i dalszymi) o tym, by zorganizowali spotkanie. Twoi przyjaciele znają masę osób. Ludzie poznają się za pośrednictwem innych, jeśli mówią swoim przyjaciołom, by czujnie się rozglądali wśród swoich znajomych. Są na to trzy sposoby. Jeden polega na tym, że prosisz przyjaciół, by w bezpiecznym otoczeniu przedstawili cię komuś, co umożliwi ci zorientowanie się, czy chcesz się z tym kimś spotykać. Drugi to randka w ciemno. Trzeci zaś polega na tym, że twój przyjaciel po prostu mówi swojemu przyjacielowi: „Znam wspaniałą dziewczynę. Doskonale spędzicie razem czas. Oto numer jej telefonu. Zadzwonię i powiem jej, że się do niej odezwiesz”. Właśnie rozmawiałem z kobietą, która spotyka się dziś z mężczyzną, ponieważ zaufany przyjaciel dał mu jej numer.

Wszystkie trzy sposoby są dobre, ale prawdopodobnie możesz się domyślić, który preferuję. Dlaczego nie chodzić na randki w ciemno? Jeśli postanowisz, że umówisz się z kimś raz, a będziesz się też spotykać z kimś innym, co w tym złego? Jeśli nie lubisz randek w ciemno, upewnij się, czy to aby nie dowodzi twojej wybredności, która może cię blokować.

Klucz jest tu dwojaki: musisz przypomnieć sobie przyjaciół i rozejrzeć się w ich kręgach, i musisz poszerzyć krąg osób, które uważasz za „przyjaciół”. To nie muszą być twoi najlepsi przyjaciele. Jestem pewien, że znasz miłych ludzi spoza twojego najbliższego otoczenia, którym mógłbyś powiedzieć: „Pamiętaj o mnie, kiedy się z kimś spotykasz. Ja nie poznaję żadnych nowych ludzi”. Wiele, wiele osób poznaje się w ten sposób z doskonałymi efektami. Wygląda to mniej więcej tak: „Hej, Susie, pracuję z naprawdę miłym facetem i pomyślałem o tobie. Jeśli chcesz, to mu powiem, żeby do ciebie zadzwonił”.

Ostatnio pomogłem dziewczynie, którą spotkałem podczas pracy nad pewnym projektem. Znałem ją z kilku przypadkowych spotkań biznesowych i rozmów telefonicznych. Napomknęła, że musiała się przenieść do miasta po tym, jak rozpadł się jej związek, spytałem więc: „Spotykasz się z kimś teraz?”. Powiedziała, że nie, więc wspomniałem, że mam znajomego, z którym mógłbym ją poznać. Umówili się i spędzili miło czas. Nie pomyślałbym jednak o tym, gdyby kilka tygodni wcześniej ów znajomy nie poprosił mnie: „Jeśli poznasz kogoś, pamiętaj o mnie”. Nie wstydź się. Szukaj pomocy.

3. Bierz udział w imprezach sponsorowanych przez różne organizacje. Możesz nie być zainteresowany samą imprezą i tym, kto ją sponsoruje, ale powinni cię ciekawić ci, którzy są w te działania zaangażowani. Akcje dobroczynne, imprezy polityczne, społeczne, aukcje czy zbiórki na rzecz chorych to wspaniałe okazje, by poznać nowych ludzi. Często osoby samotne ograniczają się tylko do swoich spraw, sprzeciwiają się chodzeniu w miejsca, w których mogłyby poznać

nowych ludzi, a przecież przy okazji można zaskoczyć samego siebie i spędzić miło czas.

4. Chodź na różnego rodzaju przyjęcia. Wciąż słyszę: „Poznaliśmy się na przyjęciu”. Zebrania w pracy czy w instytucjach społecznych, przyjęcia urodzinowe, gale z okazji wręczania jakichś nagród, imprezy bez okazji. Jeśli ludzie się spotykają, jeśli zapraszają osoby, których nie znasz, idź tam.

5. Zapisz się do organizacji i podejmuj działania związane z twoimi zainteresowaniami. Jeśli lubisz jeździć na rowerze, dołącz do grupy rowerzystów. Jeśli czytasz książki, spotykaj się z ich miłośnikami. Jeśli jeździsz na nartach, zapisz się do klubu, który organizuje wyjazdy w góry. Jeśli nurkujesz, dołącz do grupy płetwonurków. Jeśli uwielbiasz muzykę klasyczną, powiększ grono miłośników filharmonii. Jeśli lubisz teatr muzyczny, wstąp do towarzystwa przyjaciół opery. Bóg stworzył na ziemi milion różnych możliwości działania, byś mógł się nimi cieszyć. Najważniejsze jest jednak, byś przestał cieszyć się nimi sam albo tylko z ludźmi, których już znasz. Otwórz się i rób to, co lubisz, w większych grupach i stowarzyszeniach. Na pewno znajdziesz wiele okazji, których dotąd nie wykorzystałeś. Może czas się zdecydować.

6. Zajrzyj do gazet i do sieci. W większości gazet znajdują się informacje o lokalnych imprezach, przynajmniej o tych odbywających się w najbliższy weekend. Uczestnicz wraz z przyjacielem w pewnej ich liczbie każdego miesiąca. Staraj się brać w nich udział regularnie, podobnie jak konsekwentnie chodziłbyś na siłownię.

7. Wydaj kilka przyjęć. Nie musisz czekać na innych, by uczestniczyć w przyjęciu. Zbierz grupę przyjaciół i zorganizuj własne spotkanie. Na przykład zaproś gości na grilla. Namów znajomych, by przyprowadzili osoby, z którymi nie spotykają się na co dzień, i poszerz krąg znajomych. Mam koleżankę, która w każde święta Bożego Narodzenia zaprasza znajomych samotnych mężczyzn i prosi ich, by przyprowadzili trzy samotne kobiety, z którymi nie chodzą na randki. Wielu, wielu ludzi spotkało tam inne samotne osoby, których dotąd nie znali. Efektem tych przyjęć była niejedna randka, a ktoś, kogo dobrze znam, spotkał tam swą przyszłą żonę.

8. Stwórz coś. Znam grupę kobiet, które zwykły organizować co miesiąc imprezę pod nazwą SWARM (Single Women Actively Recruiting Men – Samotne Kobiety Aktywnie Poszukujące Mężczyzn). Za każdym razem robiły coś fajnego: szły na tańce, na kolację, pływały łódkami. Nieznający się wcześniej ludzie poznawali się podczas tych imprez i przynosiło im to wiele radości. Przyklasnąłem ich kreatywności i aktywności. Mężczyznom, z którymi rozmawiałem, podobało się, że kobiety były gotowe podejmować działania pozwalające im spotykać się z innymi ludźmi.

9. Wyszukuj imprezy kulturalne i uczestnicz w nich. Lubisz sztukę i muzykę, ale czy chodzisz na imprezy z nimi związane? Co sądzisz o charytatywnych zbiórkach i spotkaniach z artystami? Jeśli interesujesz się sztuką, zwykle jest wiele przedsięwzięć ją wspierających. Zajrzyj do internetu lub do gazety, by zorientować się, co oferują. Jeśli interesujesz się literaturą, bierz udział w spotkaniach z ulubionymi autorami, podczas których podpisują oni swoje książki.

10. Wyjeżdżaj na wakacje i weekendy dla samotnych. Znasz przecież miejsca dla samotnych w swojej okolicy. Zbierz kilkoro znajomych i pojedź tam, dokąd jeżdżą osoby samotne. W nadmorskich i górskich kurortach z pewnością jest ich więcej niż w przypadkowych miejscach. Do roboty, wakacje są ci potrzebne tak czy siak! I nie muszą być kosztowne. Kup tani bilet na pociąg, a na miejscu zamieszkaj razem z kimś. Rusz się! Poza tym wyjeżdżaj nie tylko na jeden długi urlop, ale rób też krótsze weekendowe wypady. Rozmawiałem właśnie z kobietą, która pojechała na weekendową wycieczkę połączoną z testowaniem win i poznała tam nowego ukochanego. Inna spotkała kogoś podczas weekendowego spływu rzeką.

Wybierz się gdzieś i rób to, co lubisz, w miejscach, w których bywają inne osoby samotne. Szukaj wycieczek sponsorowanych przez lokalne organizacje, takich jak wyjazdy na obozy nurkowe organizowane przez sklep ze sprzętem do nurkowania czy wyjazdy na narty organizowane przez producenta sportowej odzieży. Po prostu zaangażuj się w to, co lubisz, zamiast robić to, co zwykle.

11. Ćwicz tam, gdzie oni są. Niektóre siłownie odwiedzają zapatrzeni w siebie narcyzowie, do innych chodzą normalni ludzie. Być może nadeszła pora, by zamiast biegać wokół bloku, wyłożyć trochę pieniędzy i pójść tam, gdzie pracujący ludzie poprawiają swoją formę. Być może w osiedlowym domu kultury ceny zajęć pilates, aerobiku czy kick boxingu są niższe.

12. Zapisz się na kurs. Wspaniałym miejscem, w którym można spotkać posiadających motywację, interesujących ludzi spoza twojego kręgu znajomych, są kursy. Znam pewną kobietę, która zapisała się na kurs poświęcony wschodnim praktykom religijnym, ponieważ nic o nich nie wiedziała, i jeszcze do dziś, choć minęło wiele miesięcy, utrzymuje kontakt z poznanymi podczas niego ludźmi. To oni pomogli jej w końcu stanąć na nogi. Tego rodzaju kursy są często krótkie i niedrogie. Dostępne są różne ich rodzaje: związane z biznesem, różnymi uzdolnieniami, sztuką, dokształcaniem. Sprawdź, jakiego rodzaju kursy są organizowane w szkołach wyższych i uniwersytetach czy innych miejscach, które je oferują. Możesz poznać tam kogoś ciekawego.

13. Przyłącz się do znajomych z pracy, którzy gdzieś wychodzą. Stwierdzenie: „Nie chcę poznawać kogoś w barze” zwykle znaczy „Nie chcę być podrywana dla seksu”. Oczywiście, że nie chcesz i ja też nie chcę, by ktoś traktował cię w ten sposób. Równocześnie jednak wiele osób wylewa w ten sposób dziecko z kąpielą. Jest mnóstwo przyzwoitych miejsc, w których właściwi, normalni, odpowiedzialni, kierujący się wartościami, towarzyscy ludzie spotykają się ze swoimi znajomymi po pracy lub w weekendy. Co jest złego w wyjściu gdzieś ze znajomymi, aby miło spędzić czas?

Jeśli nie umiesz się kontrolować albo jesteś uzależniony od seksu lub podatny na nadużywanie narkotyków, wówczas się tam nie wybieraj. Jeśli jednak potrafisz się kontrolować i jesteś dojrzały, dlaczego nie miałbyś się przyłączyć do znajomych, którzy spotykają się z przyjaciółmi – ludźmi, których nie znasz? Odpowiednie, ekskluzywne miejsca, w których zbierają się przyzwoici ludzie, stwarzają wspaniałą okazję skonfrontowania się z kolegami z branży. Nie obawiaj się spotkań z ludźmi, jeśli jest powód, by w nich uczestniczyć. Sztywne zasady mają tylko pozory mądrości (por. Kol 2,20–23), ale nie mają nic wspólnego z duchową dojrzałością.

„To się nigdy nie uda”

W porządku, mam cię. Wiem, co myślisz, ponieważ rozmawiałem z osobami, które szkoliłem:

„To się nie uda. Nigdy nie poznam nikogo na imprezie charytatywnej”.

„Byłem już we wszystkich kościołach”.

„Byłem na meczu. Siedzi tam kupa nieudaczników”.

„Nikt, kogo warto byłoby poznać, nie wychodzi po pracy”.

„Tylko dziwacy chodzą na spotkania autorskie z pisarzami”.

„Tam będzie tylko dziesięć osób”.

Słyszałem wszystkie te usprawiedliwienia. Chodzi jednak o to, że być może próbowałeś to wszystko robić, ale nie zaangażowałeś się tak, jak sugerowałem, albo nie zrealizowałeś zalecanego programu. To całkiem nowy świat. Możliwe, że tak naprawdę nigdy „tam” nie byłeś. Nie pozwól więc już dłużej, by twoje usprawiedliwienia cię powstrzymywały. To miejsca, w których ludzie poznają tych, z którymi potem chodzą na randki. Próbuj.

Pewnego dnia rozmawiałem ze znajomą o tej książce i oto, co powiedziała:

– Och, mam samotną przyjaciółkę, która musi ją przeczytać, bo tu czarno na białym widać, dlaczego wciąż jest sama. Bierze udział w jednej czy dwu imprezach i mówi: „Widzisz, to się nigdy nie udaje. Nigdy nie poznasz nikogo w takim towarzystwie”. Kiedy ja byłam sama, chodziłam wszędzie i stale. To jedyny sposób, by poznawać ludzi. A ona jest jeszcze taka wybredna. Nie wyjdzie z nikim, kto nie spełnia określonych przez nią standardów.

A potem moja znajoma powiedziała coś jeszcze bardziej znaczącego:

– Wiesz, to ciekawe. Tak myślą tylko moi samotni znajomi. Nikt z moich żonatych czy zamężnych znajomych nie podchodził tak do tego, kiedy jeszcze chodził na randki. Wszyscy gdzieś wychodziliśmy z różnymi ludźmi i nie byliśmy tak wybredni. Teraz za tym tęsknimy! Moi samotni znajomi nie powinni być tak wybredni i powinni chodzić wszędzie, tak jak robiliśmy to kiedyś my. Taka płynie z tego nauka.

Trudno było się nie zgodzić z jej obserwacją, a ona nigdy nikogo nie szkoliła. Po prostu zauważyła, że ci, którzy znaleźli kogoś, kogo kochają, nie bronili się ani nie usprawiedliwiali w ten sposób, zamykając się w swoich małych światach. Jeśli mi nie wierzysz, spytaj ludzi, których znasz, a którzy są żonaci, gdzie się poznali. Zwykle będzie to małe, niewiele znaczące miejsce, impreza. Jednak oni tam poszli.

Zatem wymyśl coś, bądź aktywny i zacznij działać.

Oto dobry sposób, jak to zrobić: Prowadź dziennik i obserwuj siebie. Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym, że „postępujesz według pewnego schematu”? Wszyscy je mamy. Tak jak sugeruję tobie prowadzenie dziennika i notowanie liczby osób, które poznajesz, proponuję ci też prowadzenie dziennika, w którym będziesz notować, co i kiedy robisz. Jak spędzasz czas? Dokąd chodzisz? Czy odwiedzasz jakieś nowe miejsca? Czy bywasz tam, gdzie możesz kogoś poznać? Jak często? Dziennik pomoże ci zobaczyć, jak bardzo się angażujesz. Możesz odkryć, że się angażujesz, i wtedy będziesz wiedział, że twój problem polega na czym innym, na przykład na tym, że powinieneś być bardziej otwarty. Nie będziesz tego jednak wiedział, póki nie przyjrzysz się schematowi swojego działania.

A co z serwisami randkowymi? >>>

– Chyba żartujesz – powiedziała Lillie. – Nie ma mowy, żebym skorzystała z internetowego serwisu randkowego. To akt desperacji. Może to zrobić ktoś, kto nie ma żadnego innego wyjścia.

– Zatem Panno „Moje Randki Są Doskonałe. Nie Zrobię Tego, Co Mi Radzisz”, jak to wygląda w twoim wypadku? – odparowałem.

– Strasznie, ale musi być na to jakiś inny sposób. Nie zamierzam być internetową przygodą miłosną jakiegoś terrorysty. To chore.

– Bądź poważna. Nie na tym to polega.

– Ale jest takie nienaturalne. Takie nieromantyczne. Nie chcę, by moja historia miłosna zaczynała się od słów: „Poznaliśmy się w internecie…”. To takie prostackie!

– Świetnie. Siedź więc w domu. To twoje życie. Zanim jednak powiesz „nie”, wysłuchaj, co mam ci do powiedzenia.

Dalej dzieliłem się z nią moim doświadczeniem ze spotkań z ludźmi, którzy nie umawiali się na randki, i moją teorią na temat tego, dlaczego serwisy randkowe mogą być wspaniałym rozwiązaniem. Wysłuchawszy mnie, zaczęła postrzegać sprawę inaczej, tak jak mam nadzieję i ty to zobaczysz.

Autentyczny problem

Kiedy Lillie zaczęła prowadzić dziennik, w którym notowała, ilu poznała nowych mężczyzn – ich liczba wprawiała w rozpacz. Pamiętasz jej pierwszy wynik: zero.

Jak widzieliśmy, w większości problem był wewnętrzny. Musiała popracować nad wewnętrzną dynamiką, która ją blokowała. Jednak – jak również powiedzieliśmy – miała ona rzeczywisty problem z liczbą. Jak możesz chodzić na randki, jeśli nie poznajesz nikogo nowego? A z drugiej strony, jak możesz pracować nad swoimi problemami i zwyczajami, jeśli nie spotykasz się z ludźmi. Zatem pierwsza moja rada dla niej polegała na tym, by zmieniła swoje schematy działania i chodziła tam, gdzie można spotkać mężczyzn. Musiała powiększyć liczbę swoich kontaktów.

Kolejna moja rada brzmiała: skorzystaj z internetowego serwisu randkowego. Spierała się o to ze mną, jak pamiętacie. Jej argumentacja krążyła wokół tego, co uważała za piętno internetowych randek. Niektórzy ludzie sądzą, że musisz być nieudacznikiem, seksoholikiem lub osobą nieprzystosowaną społecznie, jeśli szukasz partnera w internecie. Inni sprzeciwiają się jakiemukolwiek zawieraniu znajomości za pośrednictwem internetu, myśląc, że musi z tobą być coś nie tak, jeśli sam sobie nie umiesz nikogo znaleźć. Jednak to nieprawda. Każdego dnia dobre biura matrymonialne łączą z sobą dobrych ludzi. Niektóre działają w internecie, a niektóre nie.

Moja teoria na temat tego, dlaczego są one dziś potrzebne, nie wiąże się z tym, że ludzie są zdesperowani. Istnieją rzeczywiste powody, dla których dorosłym trudno znaleźć innych dorosłych, z którymi mogliby się spotykać na randkach. Życie nie jest już takie, jakie było. Oto kilka spraw, które musisz przemyśleć, nim zdecydujesz się skorzystać z biura matrymonialnego lub internetowego serwisu randkowego:

1. Dorosłość to czas, kiedy jest mniej możliwości poznania ludzi, z którymi można by pójść na randkę. Na przykład podczas studiów w miasteczku studenckim mieszkają tysiące samotnych osób, które są w tym samym wieku i mają podobne oczekiwania. Każdego dnia mają możliwość uczestniczenia w wielu imprezach, podczas których mogą poznać kogoś nowego. Poznawanie nowych ludzi jest częścią kultury uniwersyteckiej. Podejście do kogoś i powiedzenie: „Cześć, mam na imię Jessica”, to element studenckiego życia. To zupełnie nie to samo, co podejść do kogoś obcego, gdy już jesteś dorosły. Zwykle nie po to idzie się na mecz, żeby zaczepiał cię ktoś obcy. To coś innego.

Poza tym w obrębie grup, bractw, organizacji i klubów są osoby, których zadaniem jest pomagać studentom spotykać się z innymi studentami, zawierać nowe znajomości oraz znajdować kandydatów do randek. Jeśli ktoś na uczelni nie chodzi na randki, to prawie na pewno musi oznaczać, że ma jakiś problem wewnętrzny, ponieważ możliwości jest bardzo wiele.

Zwykle bezpośrednio po ukończeniu college’u czy innej szkoły wyższej kontakty między singlami wciąż kwitną. Przyjaciele pozostają przyjaciółmi i wciąż się spotykają. Obcują z sobą często i wprowadzają do swego kręgu nowych znajomych. Organizują przyjęcia, razem bawią się w klubach i podejmują działania w grupach. Trwa to czasem kilka lat, potem natomiast coś się zmienia.

Około dwudziestego piątego, trzydziestego roku życia tego rodzaju związki się rozluźniają. Można obserwować mniejszą spoistość takich grup, a życie ludzi staje się bardziej zindywidualizowane. Wiele osób wyszło za mąż lub się ożeniło i wypisało się z klubu. Innych pochłonęła praca. Mentalność grupowa powoli ustępuje mentalności życia poza grupą, życiu samodzielnemu. Nie dzieje się tak w sposób rozmyślny, po prostu życie toczy się dalej. Kłopot w tym, że nie istnieje żadna struktura, która mogłaby zastąpić tę oferowaną przez szkołę i początki dorosłego życia. Struktury społeczne właściwe dla młodszego wieku zanikają i dojrzali ludzie zostają wrzuceni w świat pracy.

Niektórzy mają pracę, w której spotykają nowych ludzi, i oni radzą sobie lepiej. Inni, jak Lillie, pracują każdego dnia z tymi samymi osobami. Ponieważ nie kontaktują się z nikim poza firmą, nie poznają nikogo nowego. Każdego wieczoru wracają do domu do tego samego współlokatora lub do pustego mieszkania, w soboty robią zakupy, a w niedziele chodzą do tego samego kościoła. Dorosłe życie skazało ich na widywanie ciągle tych samych osób. Nie ma żadnych szans na randki. Dawne środowisko, które gwarantowało stały napływ nowych twarzy, zniknęło. Dorośli wpadają więc w pułapkę randkowej pustyni.

Pewna kobieta powiedziała mi kiedyś:

– Czwartego lipca byłam przygnębiona. Sytuacja była tak inna od tego, co się działo cztery, pięć lat temu. Wtedy byłam częścią trzydziesto-, czterdziestoosobowej grupy osób, które zawsze gdzieś razem chodziły i poznawały nowych ludzi. Ich się po prostu poznawało. Dziś jej członkowie gdzieś się rozpłynęli. W tym roku było tylko dwanaście osób i wszyscy poza mną i moją przyjaciółką stanowili pary. Zdaje się, że coraz bardziej brnę w samotność.

To, co w zakresie poznawania ludzi zapewniały uczelnia i inne struktury, teraz może zapewnić biuro matrymonialne czy serwis randkowy. Robią one to samo, co robiła osoba, której zadaniem było poznawanie między sobą ludzi w szkole.

2. W naszym zmiennym środowisku załamały się struktury wspólnotowe. Kiedyś społeczeństwo wydawało się bardziej spoiste. Ludzie mniej się przemieszczali, społeczność nie była tak niestała. W efekcie wszyscy się znali i łatwiej było nawiązać kontakt. Bardziej prawdopodobne było, że poznasz kogoś, kto z kolei zna kogoś, kto ma nieżonatego siostrzeńca i ten mógłby być dla ciebie dobrą partią. Ta osoba wiedziała, że poznacie się na najbliższym przyjęciu, lub po prostu przedstawiała was sobie. Taką spoistą społeczność łatwiej było ogarnąć wzrokiem i bez trudu nawiązywało się kontakty. Każdy znał miejscową swatkę, która z reguły działała skutecznie.

Dziś ludzie są bardziej mobilni i tego rodzaju społeczności jest coraz mniej. Praca powoduje, że się przemieszczamy, technologia przyczynia się do tego, że wszystko dzieje się szybciej i jest bardziej fragmentaryczne, więc czasy spotkań towarzyskich, podczas których można było poznać wiele osób, odeszły do lamusa. Mniej jest spoistych społeczności, w których zna się wszystkich kawalerów i panny na wydaniu i łączy się ich w pary. Twoi znajomi nie znają się między sobą.

Nie oznacza to, że ludzie nie tworzą społeczności, ale że ich społeczności się nie przenikają. Rozmawiałem z wieloma samotnymi osobami, które mają różne grupy znajomych nawzajem się nieznających. To sprawia, że istnieje wiele różnych możliwości poznania kogoś, ale nie ma jednego, spoistego kręgu, którego członkowie mają większą szansę rozwinięcia wzajemnych kontaktów.

Ludzie dorośli popadają w rutynę i widują wciąż te same osoby. Do kościołów, biur i innych miejsc, w których samotne osoby spędzają większość czasu, nie przychodzi zbyt wielu nowych ludzi. Samotni spotykają się więc wciąż w tym samym gronie.

Wiele osób pracuje w małych firmach zatrudniających niewielu pracowników. W większych korporacjach ludzie często są „podzieleni” na małe zespoły. Praca zajmuje kilkadziesiąt godzin w tygodniu. Jeśli jej rodzaj nie zmusza cię do kontaktowania się z osobami spoza firmy, działa to na twoją niekorzyść, gdy chodzi o ewentualne znalezienie kogoś, z kim mógłbyś pójść na randkę.

Wielu chrześcijan za miejsce poznawania osób, z którymi mogliby się umówić, prawie wyłącznie uznaje kościelne grupy skupiające samotnych. Wydaje się, że w wypadku większości osób to się nie sprawdza, a poza tym uczestnictwo w takich grupach nie stanowi zbyt dobrej motywacji. Grupy te są bowiem przede wszystkim duchowymi wspólnotami, których członkowie uczą się Bożych ścieżek, uzyskują wsparcie w wierze i mają możliwość służenia innym. Kiedy zaś czynią to miejsce jedyną drogą do znalezienia kandydata na randkę, często się rozczarowują. Nie oznacza to, że nie da się tu nikogo ciekawego znaleźć, ale z informacji, które uzyskuję, wynika, że uczestnictwo w spotkaniach takich grup może się stać rutyną nieprowadzącą do niczego.

Inne rutynowe działania odzwierciedlają ten sam model. Co tydzień samotne osoby spędzają czas w taki sam sposób, odwiedzają te same miejsca i spotykają się z tymi samymi ludźmi. To tak, jakby stale podchodzić do tej samej lodówki w poszukiwaniu jedzenia, wiedząc, że się ją otwierało piętnaście minut temu i nic się w niej nie znalazło. Jeśli chcesz coś zjeść, musisz wsiąść w samochód i pojechać po zakupy.

Jeśli więc znasz te realia, dlaczego nie zgłosisz się do biura stworzonego po to, by coś zrobić z problemem związanym z tym, że nikogo nie poznajesz? Co tu możesz stracić? Czas? Wysiłek? Boisz się, że nie każdego, kogo poznasz, polubisz? Mam nadzieję, że już porzuciłeś tę postawę. Musisz poświęcić czas, pocałować kilka żab i poznać wiele osób, by przeżyć zmiany, o których mówimy, i sprawić, by liczba działała na twoją korzyść. Sianie i zbieranie. Co masz do stracenia, jeśli twoim celem rzeczywiście jest zbieranie doświadczeń i doświadczanie?

Zachęciłem Lillie do pomysłu. Nie podobał się jej, ale go zrealizowała. I wiecie, co się stało? Poznała męża, korzystając z serwisu randkowego w sieci, który kojarzy ludzi na podstawie zgodnych kryteriów, a nie fałszywych ogłoszeń i zdjęć sprzed dziesięciu lat, które pokazują ludzi o piętnaście kilogramów lżejszych. Serwis był renomowany i opierał się na psychologicznych profilach kandydatów. Lillie i jej przyszły mąż mieli wiele wspólnego i zaczęli korespondować z sobą. W końcu spotkali się osobiście. Teraz czekam na wiadomość, kiedy przyjdą na świat ich dzieci. Gdyby Lillie nie przezwyciężyła swych uprzedzeń wobec serwisów randkowych, nie doszłoby do żadnego małżeństwa.

Wskazówki

Oto kilka wskazówek, jak korzystać z biur matrymonialnych:

1. Pamiętaj, że chodzi w nich o to, żebyś poznał jak najwięcej osób. Nie zniechęcaj się, jeśli nie znajdziesz tego jedynego czy tej jedynej natychmiast. Poznawaj nowych ludzi.

2. Nie rezygnuj zbyt wcześnie. Rozmawiałem z osobami, które dały za wygraną, ponieważ nie zostały skojarzone natychmiast albo spotkały się z kandydatami, którzy nie spełnili ich oczekiwań. Po prostu pozwól, by liczba robiła swoje.

3. Przejrzyj dostępne serwisy i zobacz, który skupia osoby warte uwagi. Porozmawiaj z tymi, którzy korzystali z nich, i spytaj, jak one działają.

4. Tworząc swój profil, nie ograniczaj się do sztywnej listy wymagań i oczekiwań.

5. Zawsze bądź rozważny. Upewnij się, że korzystasz z właściwych kanałów. Dopytuj się o przyjaciół, pracę i otoczenie danej osoby. Spotykaj się w miejscach publicznych, zbierz dokładne informacje i poznaj kogoś, zanim podzielisz się z nim osobistymi informacjami albo zostaniesz z nim czy z nią sam na sam. Nie wystawiaj się na ryzyko. Skontaktuj się z administratorem serwisu i dowiedz się, jakie stosuje zabezpieczenia. Zadbaj o swoje bezpieczeństwo.

Jest wiele innych sposobów, by zwiększyć liczbę poznawanych osób. Porozmawiamy o nich później. Biura matrymonialne, te internetowe i inne, mogą być jednak wspaniałym narzędziem. Korzystanie z nowoczesnych technologii i profesjonalnej sieci pomoże ci szybko przejrzeć profile wielu osób i znaleźć takie, które cię zainteresują. Potraktuj to jako jeszcze jedno narzędzie w arsenale.

Im bardziej w ostatnich latach angażowałem się w kwestię poszukiwania kandydatów do randek, tym więcej słyszałem opowieści o sukcesach tych, którzy znajdowali ich na różnych forach, serwisach i w biurach. Nigdy nie wiesz, czy ci się uda, ale może warto spróbować. Jeśli porzucisz swoje uprzedzenia, możesz – podobnie jak Lillie – przekonać się, że są inni dobrzy ludzie tacy jak ty, którzy potrzebują pomocy, by poznać nowe osoby.

Jak zwiększyć szanse poznania kogoś? >>>

Moja zamężna znajoma Kristin spytała mnie, jaką książkę piszę. Gdy jej powiedziałem, zaraz zaczęła opowiadać o swojej koleżance.

– Meredith musi ją przeczytać. Jest taka zablokowana, jeśli chodzi o randki. Ma trzydzieści cztery lata i sceptycznie odnosi się do randek, ale to, co robi, to farsa. Nigdy nie wyjdzie za mąż, jeśli będzie tak postępować.

Zadzwoniła do mnie poprzedniego wieczoru. Poszła właśnie na randkę z facetem poznanym przez serwis randkowy. Była nieszczęśliwa, bo nie mogła nikogo poznać, i chcieliśmy coś z tym zrobić. Meredith zawsze postępuje tak samo. Ma swoją listę wymagań i jeśli ktoś chce ją z kimś poznać, a ta osoba ich nie spełnia, ona po prostu mówi „nie”. W ten sposób nigdy nikogo nie znajdzie.

Namówiliśmy ją więc, by skorzystała z serwisu, i poszła właśnie na pierwszą randkę. Teraz rezygnuje z usług serwisu, bo mówi, że facet okazał się nieudacznikiem. Nie widzę dla niej żadnej nadziei. To dziwne, ale jej randki w żaden sposób nie przypominają moich ani tych, na których spotykali się moi znajomi wiele lat temu.

– Co masz na myśli? – spytałem.

– Wydaje mi się, że nie skupialiśmy się tak bardzo na naszych wymaganiach. Po prostu spotykaliśmy się z wieloma osobami, aż ktoś nas „zaskoczył”. Chodziliśmy na wiele randek. Złych, nieudanych. Z ludźmi, którzy nas po prostu interesowali. Nie znajdziesz kogoś, kto ci się podoba, jeśli nie spotkasz się z kimś, kto ci się nie podoba. Tak samo jest z wszystkim innym w życiu, i tego trzeba się trzymać.

– Napiszesz ten rozdział za mnie? – spytałem. – Chciałbym, żeby każda samotna osoba usłyszała to, co teraz powiedziałaś. To jest dokładnie ta sama rada, której inna mężatka udzieliła w rozdziale o schematach działania.

– No cóż, dziewczyny, które mają kłopot z poznaniem ciekawego faceta, powinny porozmawiać z nami, mężatkami. My wiemy, że książę nie spada z nieba. Musisz wpierw pocałować wiele żab. A najzabawniejsze jest to, że na koniec zakochujesz się w kimś, kto w niczym nie przypomina księcia z bajki, o którym marzyłaś. Taki jest mój mąż i takich jest wielu mężów moich znajomych.

Święte słowa, pomyślałem. Chcę więc je tu powtórzyć.

Pamiętacie, jak wcześniej mówiłem, że nie jest to głównie problem liczby randek? Że właśnie wewnętrzne problemy sprawiają, iż ludzie są samotni, w równym stopniu jak to, że nie mają dość dużo dobrych kandydatów? Mówiłem wiele o pracy nad tymi wewnętrznymi kwestiami, które mogą cię powstrzymywać przed znalezieniem ewentualnych kandydatów. Niepoddawanie się i powiększanie ich liczby to kwestia zarówno wewnętrzna, jak i zewnętrzna.

Żeby znaleźć kandydatów do udanych randek, musisz zwiększyć ich liczbę (kwestia zewnętrzna). Chodzenie na randki to przede wszystkim gra liczbowa, nawet jeśli są od tej reguły wyjątki. Od czasu do czasu możesz usłyszeć takie historie: „Poślubiłam pierwszego chłopaka, z którym chodziłam na studiach” lub „Poślubiłam moją sympatię ze szkoły średniej”. Ale to nie reguła. Ludzie zwykle spotykają się z wieloma osobami, by wreszcie trafić na kogoś wartego zainteresowania. Tak po prostu jest.

Żeby zwiększyć liczbę randek, musisz tego chcieć (kwestia wewnętrzna). Jeśli łatwo się zniechęcasz, bo miałaś nieudaną randkę, możesz się zablokować i poddać zbyt szybko. Jeśli dany serwis randkowy nie sprawdza się po kilku pierwszych próbach, rezygnujesz z niego. Albo rezygnujesz z jakichkolwiek prób. Żeby poszerzyć grono kandydatów, musisz sobie poradzić z wszystkim swoimi wewnętrznymi podszeptami, które powstrzymują cię przed podjęciem tego kroku.

Następnego dnia rozmawiałem z dwiema kobietami o tym samym chrześcijańskim serwisie randkowym. Jedna miała do niego tak negatywny stosunek, że zrezygnowała. „Kojarzyli mnie z nieudacznikami” – powiedziała (co prawdopodobnie oznaczało dwóch mężczyzn, którzy jej się nie spodobali). Druga była o nim bardzo dobrego zdania, ponieważ znalazła na nim swojego chłopaka. Najpierw jednak spotykała się z wieloma, nawet w innych miastach. Nie związała się jednak z żadnym z kilku pierwszych, z którymi miała kontakt. Ciekawe, że te dwie kobiety miały praktycznie to samo doświadczenie i jedna była szczęśliwa, a druga rozczarowana. Dla jednej po kilku nieudanych randkach szklanka była wciąż do połowy pełna. Dla drugiej była do połowy pusta. Ta sama szklanka, ale inny wynik.

Nie dotyczy to tylko randek. Tak samo jest w innych dziedzinach życia. Ludzie, którzy cieszą się powodzeniem w życiu, rzadko już pierwszym uderzeniem kija baseballowego kierują piłkę poza boisko. Wypadają z gry po trzech chybionych piłkach, faulują, odbijają tu i ówdzie, i powoli wygrywają mecz. Tak się odnosi sukces w jakiejkolwiek dziedzinie życia. To gra liczbowa, ze stałym ulepszaniem po drodze. Trzymanie się tej postawy prowadzi ludzi do sukcesu.

Powtarzam, że to kwestia zarówno wewnętrzna, jak i zewnętrzna. Ta ostatnia polega na tym, że musisz poprawić swój wynik. Musisz robić rzeczy, które spowodują, że zostaniesz przedstawiony dużej liczbie osób i że będziesz się z nimi spotykał. Popraw swój wynik, nawet jeśli musisz się w tym celu zalogować do serwisu.

Jeśli chodzi o kwestię wewnętrzną, to żeby poprawić swój wynik, nie możesz się poddawać, kiedy coś idzie nie po twojej myśli. Rozczarowanie i rezygnacja powodują, że z definicji twój stan liczebny się zmniejszy. Żeby dotrzeć do wielu ludzi, musisz do nich podążać – nawet wtedy, gdy nie podobają ci się efekty albo nie interesują cię ci, których spotykasz. Podążaj dalej. Każdy może być podekscytowany na początku realizacji planu lub programu podobnie jak ludzie, którzy podejmują postanowienia noworoczne i chcą je zrealizować. Przez tydzień czy dwa wszystko idzie dobrze. A potem rezygnują, nawet jeśli już coś osiągnęli. Pokazali, że mogą to zrobić, ale nie robią tego dalej. Ci, którzy wygrywają, robią to samo, co robi wielu przegranych, ale oni po prostu kontynuują to, co zamierzyli.

„Lepszy jest koniec mowy niż jej początek, lepszy jest umysł cierpliwy niż pyszny” (Koh 7,8). Łatwo jest zacząć, ale cierpliwość, by doprowadzić sprawę do końca, to zupełnie inna sprawa.

Po pierwsze, nie możesz się poddawać. Dlatego właśnie Kristin porównuje siebie i swoje przyjaciółki ze znajomą, która nie ma się z kim spotykać. One wykazały cierpliwość w całowaniu wielu żab i wytrwale dążyły do końca. Jeśli dobrze się bawisz, poznając siebie i innych i zdobywając przyjemne doświadczenia, to nie ma problemu, nie od razu musisz wyjść za mąż. Nic nie tracisz. Rób tak dalej i nie poddawaj się. Co jeszcze zamierzałaś robić tego wieczoru? Jestem przekonany, że ludzie często narzekają na „złe randki”, bo spodziewają się znaleźć bratnią duszę, zamiast cieszyć się doświadczeniem spotkania z ciekawą osobą. Po prostu baw się dobrze, zamiast wymagać, by każda randka przyniosła ci miłość.

Po drugie, musisz mieć coś, czego się trzymasz. Powtórzę to znów: to gra liczbowa. Musisz zasiać, by zebrać. Rób to, o czym mówiliśmy w rozdziale o zmianie schematu działania. Bywaj tam, gdzie są ludzie. Angażuj się i rób małe kroki, które zsumowane doprowadzą cię do wielu osób, których jeszcze nie znasz. Z mojego doświadczenia wynika, że to, co zaobserwowałem w odniesieniu do randek, jest porównywalne z tym, co widać u ludzi odnoszących sukcesy w innych dziedzinach życia. Są zaangażowani, aktywni i szukają drobnych możliwości, nie biegną z płaczem do domu. Bywaj w miejscach, w których są ludzie – nawet jeśli myślisz, że ci nie pomogą.

W rzeczywistości, jeśli pytasz ludzi, gdzie poznali swoich małżonków, wskazują najzwyklejsze okoliczności, niecechujące się niczym dramatycznym. Oto przykłady, w jaki okolicznościach poznały się moje znajome małżeństwa:

  • kościół
  • przyjęcie
  • zebranie
  • impreza charytatywna
  • muzeum
  • impreza sportowa
  • kurs nurkowania
  • impreza firmowa
  • praca (koledzy, klienci itd.)
  • biblioteka
  • klub książki
  • serwis randkowy
  • szkoła
  • uczelnia
  • wolontariat
  • wesele
  • samolot
  • randka w ciemno
  • zjazd absolwentów
  • krewny
  • znajomy

Mogę wymieniać i wymieniać, i ty też możesz. Jeśli wyliczysz wszystkie znajome małżeństwa i miejsca, w których się poznały, zorientujesz się, że w większości wypadków doszło do tego w zwyczajny sposób. Spytaj ich.

Są wyjątki, ale nawet one zdarzają się w zwyczajnych miejscach. Mam znajomą, która siedziała już w samolocie, gdy wsiadał do niego pewien mężczyzna. Kiedy to się stało, Bóg powiedział do niej: „To jest mężczyzna, którego poślubisz”. Nigdy wcześniej niczego takiego nie słyszała, ale przysięga, że tak właśnie było. Znam ją dobrze i wiem, że nie jest typem osoby, która „słyszy głosy”.

Facet siedział kilka rzędów przed nią, a ona zbyła to, co się stało, wzruszeniem ramion, myśląc, że coś jej się pomieszało w głowie. Wróciła do czytania gazety, stawiając pod znakiem zapytania swoje zdrowie psychiczne.

Po godzinie facet wstał, przeszedł do tyłu samolotu i zapytał, czy może usiąść obok niej. Powiedział, że zauważył ją, gdy wsiadał do samolotu, i chciałby ją poznać. Po chwili rozmowy zapytał, czy może ją gdzieś zaprosić, gdy wylądują. Uprzedziła go więc, że jest chrześcijanką i zgodnie z wartościami, którymi się kieruje, mogłaby z nim gdzieś pójść, ale nie dla zabawy. Spędzili więc miło czas i postanowili spotkać się znowu.

Skracając długą opowieść, dodam, że mężczyzna ów odwiedził moją znajomą w jej rodzinnym mieście. Przedstawiła go swoim rodzicom, a jej ojciec wyjaśnił mu, czym jest wiara w Jezusa Chrystusa. Mężczyzna za sprawą jej ojca stał się chrześcijaninem. Rok później moja znajoma poślubiła człowieka poznanego w samolocie. A wszystko to działo się dwadzieścia lat temu!

Nawet dramatyczne zdarzenia przytrafiają się w niedramatycznych okolicznościach i mają miejsce, gdy jesteśmy otwarci i aktywni. Co takiego było w niej, co podszepnęło mu: „Jest na tyle otwarta, że mogę podejść i usiąść obok niej”? A potem, gdy podszedł i usiadł przy niej, jej otwartość zaciekawiła go, i angażował się coraz bardziej.

Nawet w nadzwyczajnych sytuacjach, takich jak ta, ludzie poznają się w codziennych okolicznościach, robiąc to, o czym mówimy w tej książce. Dziewczynę czy chłopaka znajduje się tam, gdzie są ludzie. Chodź tam, gdzie chodzą inni, nawet jeśli jest to najbardziej prozaiczne miejsce. Bądź otwarta, zwiększaj liczbę szans i trzymaj się tego.

I kolejne przypomnienie, bądź twórcza (jak powiedzieliśmy wcześniej). Przyłącz się do serwisu randkowego, chodź na imprezy i sama je organizuj. Im więcej, tym lepiej. Siej, a zbierzesz. Tak się nazywa ta gra, a potem Bóg ześle deszcz i sprawi, że ziarno urośnie:

Wyrzuć swój chleb na powierzchnię wód,
po wielu bowiem dniach go odnajdziesz. (…)
Rano siej swoje ziarno
i do wieczora nie pozwól spocząć swej ręce,
bo nie wiesz, czy wzejdzie jedno czy drugie,
czy też są jednakowo dobre (Koh 11,1.6).

Pozwól, że zakończę ten rozdział historią usłyszaną podczas konferencji, na której miałem wykład. Pewien mężczyzna wiele lat temu stracił żonę w wyniku choroby. Uznał, że nadeszła pora, by znów zacząć się umawiać, ale nie miał możliwości zrobić tego w sposób tradycyjny, przyłączył się więc do internetowego serwisu randkowego.

Początkowo zarzucił swe sieci blisko łodzi i nie poznał nikogo, z kim chciałby kontynuować znajomość. Poszerzył zakres swoich poszukiwań, ale wciąż bez sukcesu. W końcu objął siecią swych poszukiwań cały kraj i skontaktował się z kobietą w Oregonie. To była jego najlepsza i najbardziej interesująca znajomość. Zaczął z nią korespondować, a wkrótce rozmawiać przez telefon. Im więcej o sobie wiedzieli, tym bardziej odkrywali, że się lubią. W końcu poleciał do Oregonu, by poznać ją osobiście, i po tej podróży ich związek się pogłębił.

W ciągu najbliższych kilku miesięcy odbyli wiele takich podróży i nie minęło wiele czasu, nim stwierdzili, że chcą być razem. Dziś są małżeństwem.

Na początku spotkania z różnymi kobietami były dla owego mężczyzny powodem wielu rozczarowań. Niemniej jednak trwał w swym postanowieniu, podobnie jak jego obecna żona. Wytrwałość mimo rozczarowań zostaje nagrodzona.

A co z miłością od pierwszego wejrzenia? >>>

„Miłość od pierwszego wejrzenia” to mit. Powinno się to nazywać praniem mózgu z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze, musisz mieć wyprany mózg, żeby zakochać się od pierwszego wejrzenia, i po drugie, jeśli myślisz, że to, co czujesz, to miłość, twój mózg będzie jeszcze bardziej wyprany, jeśli będziesz kontynuować taki związek. To podwójna choroba. Musisz być chory, żeby jej się poddać, a kiedy jej się poddasz, ona sprawi, że będziesz chory.

Kiedy byłeś nastolatkiem, mogłeś wierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia. Jednak w wieku dorosłym, kiedy takie uczucia mają możność rozwinąć się w trwałe uczucie, musisz zrozumieć, że coś takiego nie istnieje.

Nie oznacza to, że nic nie zdarza się od razu. Ani też, że uczucie, które rodzi się w ten sposób, nie może być bardzo, bardzo mocne. Może też być dobre. Jednak nie jest to miłość, więc nie powinieneś tego w ten sposób traktować.

Pierwszy wniosek płynący z tego w odniesieniu do randek jest następujący: Nie daj się ogłupić swojej wyobraźni i nie myśl, że znalazłeś coś wartościowego tylko dlatego, że ktoś zawrócił ci w głowie lub spowodował, że twoje serce bije szybciej. Bicie serca nie ma nic wspólnego z miłością czy z czymś trwałym. Drugi wniosek brzmi: Zapomnij o miłości od pierwszego wejrzenia. Jeśli nie zakochałeś się od pierwszego wejrzenia, nie oznacza to, że osoba, którą poznałeś, nie jest wartościowa.

Hollywoodzkie kino, Madison Avenue, bajki i romanse – wszystko to przyczynia się do powstania tego nieporozumienia. Coś, co uznawano za fantazję – coś, co wywoływał miłosny napój sporządzony przez czarownice – teraz jest traktowane jako normalne działanie miłości. To nieprawda, więc nie wierz temu.

Zrozum, że tego rodzaju uczucia mają swe źródło w tym, co tkwi w tobie, a nie w wartości przynależnej osobie, która cię oczarowała. To, co cię oczarowuje, ma wartość całkowicie subiektywną. Źródła tego, co czujesz wobec kogoś, mogą być bardzo różne, i czasami jest ważne, by je poznać. Na przykład, mówiliśmy wcześniej o Wendy, którą pociągali tylko mężczyźni, przy których czuła się delikatna i kobieca. Miało to wiele wspólnego z jej podatnością na zranienie i nie łączyło się wcale z mężczyznami. Wendy ostatecznie to pojęła i zakochała się w facecie, który nie przypominał Rambo. A co by było, gdyby uwierzyła, że może kochać tylko kogoś dobrze umięśnionego, i gdyby potem odkryła, że pod owymi muskułami nie kryje się nic z tego, czego jej potrzeba? I że potrzebowała muskułów tylko dlatego, że była chora?

Oto kilka przykładów osób, z którymi pracowałem i które zostały oczarowane od pierwszego wejrzenia, oraz dlaczego takim uczuciom nie należy ufać:

  • Delikatna kobieta sprawiła, że mężczyzna czuł się silniejszy, i trzymała go z dala od jego własnej wrażliwości. Kiedy był z nią, czuła się spełniona, miała to, czego on nie miał. Z czasem on zaczął się oburzać na delikatne kobiety, w których się zakochiwał, nienawidząc ich „słabości”.
  • Wykształcony intelektualista sprawiał, że kobieta czuła się bardzo zakochana. Pociągały ją jego pochodzenie i wyrafinowany intelekt. W rzeczywistości cechy te aprobowała jej pełna dumy matka, która przeceniała takie rzeczy, ponieważ brakowało jej ich w dzieciństwie.
  • Mężczyzna pełen łagodności sprawił, że kobieta czuła się, jakby obcowała z księciem. Była tak bardzo zakochana w jego delikatnym charakterze. Później jego brak asertywności i inicjatywy zaczął doprowadzać ją do szału. Łagodność, która ją zaślepiła, przekształciła się w bierność, ale chroniło ją to przed lękiem przed agresywnymi mężczyznami, takimi jak jej ojciec, który ją zranił.
  • Mężczyzna odnoszący sukcesy zawrócił dziewczynie w głowie. Jego możliwości, dokonania i pozycja finansowa bardzo ją pociągały. Wydawał się taki silny. W rzeczywistości dążył do sukcesu, bo nie potrafił się z nikim porozumieć, wykorzystywał swój urok, by przeć naprzód. Gdy atrakcyjność się wyczerpała, zrobił to, co zwykle robią tacy mężczyźni: zostawił dziewczynę w poczuciu osamotnienia. Pociągał ją tak bardzo, ponieważ czuła się bezsilna w swoim świecie. Przywarcie do niego dało jej poczucie bezpieczeństwa, które wydawało jej się miłością.
  • Idealne piękno kobiety doprowadzało mężczyznę do szału. Kiedy jednak ją zdobył, poczuł pustkę. Była tak skupiona na swoim wyglądzie i wizerunku, że znalazł z nią niewiele punktów wspólnych. Jego obawa przed prawdziwą kobietą i autentycznym uczuciem doprowadziła go do tego, że skupił się na złudnym romantycznym wizerunku.

Mógłbym przytoczyć jeszcze wiele innych przykładów. Większość historii nie skończyła się dobrze, a w wypadku tych, których finał był pomyślny, z pewnością stało się tak z innych powodów niż wyimaginowana miłość od pierwszego wejrzenia. Ludzie wykraczają poza to powierzchowne uczucie, poznają i kochają prawdziwą osobę. Miłość jest budowana w oparciu o związek dusz, wspólne wartości, zobowiązania, rozwiązywanie konfliktów, przezwyciężanie urazów, czułość, poświęcenie, przebaczenie, dawanie, duchowe porozumienie i dzielenie się – rzeczy, które mają jedną ważną wspólną cechę: wymagają czasu. Miłość zabiera czas. Coś, co trwa krótko, może być ekscytujące, a nawet oszałamiające, ale to nie jest miłość.

Ciesz się chwilowym przypływem uczuć, ale miej świadomość, że z prawdziwą miłością ma to niewiele wspólnego. Po pierwszym zauroczeniu doświadcz tego, co prawdziwe, jeśli dalej spotykasz się z tą dziewczyną czy z tym chłopakiem. A jeszcze lepiej postaraj się zrozumieć przesłanie, że prawdziwi ludzie są tam, gdzie jest prawdziwe życie. Spotykaj się z wieloma prawdziwymi ludźmi, a nie ze swoimi wyobrażeniami o nich. Wówczas niektórych z nich poznasz lepiej i znajdziesz prawdziwe skarby, a nie obrazy nierealnych rzeczy, które znikną, gdy wyciągniesz po nie rękę.

Czy wystarczy raz się spotkać? >>>

– Jak się zeszliście? – spytałem Marti. Ona i jej mąż Tony wydawali się takim cudownym małżeństwem.

– To był cud – powiedziała Marti. – Nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia tego, że powinniśmy być razem.

– Dlaczego?

– Kiedy się poznaliśmy, znajdowaliśmy się na zupełnie innych etapach życia. Byłam od Tony’ego o dziesięć lat młodsza i dwanaście lat temu, kiedy miałam dwadzieścia cztery lata, wydawało mi się, że to bardzo duża różnica. Byłam parę lat po studiach, a on był poważnym biznesmenem. Nigdy nie pomyślałabym, że z tego może powstać poważny związek. A poza tym wydawało mi się, że jest dla mnie zbyt „pobożny”. Bóg i życie duchowe istniało wtedy dla mnie, ale nie byłam praktykująca. W tym okresie czułam się, jakbym była wypalona przez Kościół i miałam swoje własne sprawy z Bogiem. Tony wydawał się zbytnio przypominać ludzi, od których próbowałam uciec.

– Brzmi to rzeczywiście tak, że trzeba było cudu, żebyście się zeszli. Jak więc to zrobiliście, że jesteście od dziesięciu lat szczęśliwym małżeństwem z trójką dzieci?

– Na przyjęciu, na którym się poznaliśmy, rozmawialiśmy przez dwie godziny. Pomyślałam, że jest naprawdę interesujący i zabawny. Był jednak za stary, więc nie zawracałam sobie nim głowy później. To była po prostu rozmowa podczas przyjęcia, nawet jeśli trwała dwie godziny!

A potem on niespodziewanie zadzwonił do mnie. Przypomniałam go sobie, ale pomyślałam: Za stary i zbytnio się różnimy. Nic nas nie łączy. Ale miałam takie swoje motto, nie wiem, skąd mi się wzięło, może dlatego że lubię facetów i mam wśród nich wielu przyjaciół. Moje motto brzmiało: spotkaj się z każdym raz. Poważnie, z każdym – oczywiście pod warunkiem, że nie będzie to dla mnie w jakiś sposób niebezpieczne. Zawsze musiałam wiedzieć, skąd pochodzi, kogo zna itd., tak żeby nie okazało się, że spotykam się z terrorystą. Jednak poza osobnikami niebezpiecznymi, mogłam umówić się z każdym.

Powiedziałam więc: tak. Spotkaliśmy się i było okropnie. Myślę, że stało się tak dlatego, że nie byłam na niego otwarta. Byłam zamknięta w sobie, nie podobała mi się randka i naprawdę nic nas nie łączyło. Pomyślałam, że to miła kolacja, ale bez przyszłości.

Jednak tydzień później Tony zadzwonił i zaprosił mnie jeszcze raz. Żeby się go pozbyć, powiedziałam, że jestem zajęta, ale zaproponował inny wieczór. Odpowiedziałam, że nie będę miała czasu, więc on spytał: „A jutro?”. Dosłownie w tym samym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi, ponieważ byłam umówiona z facetem, który był bardziej w moim typie. Musiałam skończyć rozmowę przez telefon, więc powiedziałam po prostu: OK.

Spotkaliśmy się następnego wieczoru. Nie miałam ochoty wychodzić, ale Tony zabrał mnie na kolację do jednej z moich ulubionych restauracji. Myślę, że to sprawiło, iż nie byłam dla niego taka przykra – powiedziała ze śmiechem. – Z jakiegoś powodu się otworzyłam, zaczęliśmy rozmawiać i mogę powiedzieć, że znaleźliśmy wspólny język. Tyle rzeczy mi się w nim podobało: jego sposób myślenia i to, o czym rozmawialiśmy. Różniło się to od tego, czego doświadczyłam poprzednio. Po tej randce wszystko było jasne. Pobraliśmy się dopiero po paru latach, ale wiedziałam, że on jest tym jedynym.

Dwie zwycięskie strategie

Oto dwie dobre strategie, o których warto pamiętać, gdy się umawiasz na randki: „Spotkaj się z każdym raz” i „Spotkaj się z tym nieudacznikiem ponownie”.

Spotkanie się z każdym raz jest blisko związane z poprzednim rozdziałem poświęconym typom. Pozbycie się sposobu myślenia polegającego na tym, że istnieje określony typ przeznaczony dla ciebie, sprawia, że stajesz się otwarty. To uwalnia twój umysł i otwiera oczy na rzeczywiste osoby, które możesz poznać. W efekcie dowiesz się czegoś o sobie oraz o istocie stosunków międzyludzkich. Chodzi o otwarcie się na coś nowego. W tej strategii najważniejsze jest to, żebyś zaczął myśleć.

Być otwartym na różne typy ludzi i być otwartym na inny typ niż twój to jedno i to samo. Jeśli jednak to zrobisz, wciąż możesz mieć inne podstępne wymagania, takie jak: „Ona nie tylko nie jest w moim typie, ale myślę też, że nie polubiłbym jej”. Być może to prawda. Ale nie wiesz tego. Jeśli więc ta osoba nie jest niebezpieczna, jeśli wiesz o niej dostatecznie dużo, by mieć pewność, że spotkanie z nią nie niesie z sobą zagrożeń, to dlaczego nie? Dlaczego nie umówić się raz na randkę? Póki tego nie zrobisz, nigdy nie będziesz wiedział.

A jeśli spotkanie nie będzie fajne, dlaczego nie spróbować jeszcze raz?

Oto argument za tym, by umówić się po raz drugi z osobą, która nie wzbudziła w nas wielkich emocji. Różne cechy ludzi ujawniają się w różnych sytuacjach i uwarunkowaniach. Być może najwspanialsza kobieta, jaką kiedykolwiek spotkasz, nie jest osobą, która robi dobre wrażenie na początku. Może boi się pierwszych randek. Może miała trudny dzień w pracy i tego wieczoru była zbyt rozkojarzona. Może odnosiła się do ciebie z rezerwą i była bardziej powściągliwa niż zwykle, tak jak Marti. Może sparzyła się na swoim poprzednim chłopaku i teraz się boi. Tego nie wiesz.

Nie możesz się spodziewać, że wyrobiłeś sobie dobry obraz drugiej osoby po jednym spotkaniu. Jeśli będziesz więc gotów spotkać się ponownie, może się okazać, że spotkałeś zupełnie inną osobę niż za pierwszym razem. A poza tym po prostu przy okazji się uczysz i doświadczasz, prawda?

Czy umawiać się na randkę z niechrześcijaninem? >>>

– Co mam robić? – spytała Angela. – On nie jest chrześcijaninem i wszyscy moi znajomi, mówią mi, że nie powinnam z nim chodzić. Tyle że ja tego nie rozumiem. To tylko randka. Dlaczego nie mam na nią pójść?

– Nie wiem, dlaczego nie mogłabyś tego zrobić – powiedziałem. – Dlaczego oni sądzą, że byłoby to coś złego? Czy planujesz wyjść za niego za mąż tego wieczoru?

– To samo powiedziałam! – wykrzyknęła. – To po prostu randka. Czego oni się boją?

Brzmi ci to znajomo? Jeśli nie jesteś chrześcijaninem, możesz uznać, że czytanie tego rozdziału nie ma sensu i spytać: „Co za problem?”. Jeśli jednak nim jesteś, z pewnością możesz się identyfikować z powyższą wymianą zdań. Może jesteś jak Angela, która myśli, że to przyjemne spotkać się z kimś, kogo poznała, a kto nie podziela jej wiary. To nic poważnego, po prostu randka. Albo możesz być jak jej znajomi, którzy sądzą, że to naprawdę zły pomysł, i niezależnie od tego, jak wiele mogłoby jej to sprawić przyjemności, powinna unikać umawiania się z niechrześcijanami.

Kto ma rację? Czy jest jakaś zasada, która tym rządzi? Jakie są argumenty? Co można zyskać?

O co chodzi?

Jeśli mąż i żona są innego wyznania, czasem pojawiają się kłopoty. Musimy wyjaśnić więc pewne kwestie z tym związane. Biblia naucza, że chrześcijanie nie powinni „sprzęgać się do jednego jarzma” z niechrześcijanami (por. 2 Kor 6,14). W tym rozdziale Drugiego Listu do Koryntian apostoł Paweł mówi o niebezpieczeństwie związanym z łączeniem się ludzi, którzy czczą bożków, innych bogów, z tymi, którzy oddają cześć jedynemu prawdziwemu Bogu. Wyjaśnia chrześcijanom, że kiedy podążają za Chrystusem, a ktoś, z kim „są sprzęgnięci do jednego jarzma”, tego nie czyni, to nie ma między nimi „wspólnoty” (por. 2 Kor 6,15).

Ma to jakiś sens i odnosi się do większości religii, jeśli wyznawcy traktują swą wiarę poważnie. Ponieważ wiara wyznawana przez daną osobę decyduje w wielkim stopniu o jej życiu, para może być rozdarta i podążać w dwu różnych kierunkach, jeśli każde z nich angażuje się w swoją wiarę albo jeśli jeden z małżonków poważnie traktuje swoją wiarę, a drugi nie.

Głębokie duchowe nastawienie to coś, co nazywam „ukierunkowaniem” w życiu. W przeciwieństwie do różnic, takich jak własne hobby czy odmienny gust co do urządzenia domu, inne decydują o kierunku, który obiera małżeństwo lub rodzina. Przykładem ukierunkowania jest pragnienie posiadania dzieci. Jeśli jedno z małżonków pragnie dzieci, a drugie nie, popycha ich to na dwie różne ścieżki życia. Wyzwania zawodowe także mogą stać się przyczyną rozdźwięku między małżonkami. Jeśli żona chce rozwijać gospodarkę w jakimś kraju Trzeciego Świata, a mąż ma zamiar projektować podmiejskie centra handlowe, to zmierzają w różnych kierunkach. Te kwestie mogą podzielić ich czas, energię i środki.

Szczera wiara określa główne kierunki w rodzinach. Jak wychowacie dzieci? Jakie wartości będziecie im przekazywać? Jak będziecie spędzać wakacje? W jaki sposób wytłumaczycie swoim dzieciom, dlaczego ta wiara jest dla was dobra, a inna nie? Co zrobicie, jeśli jedno z was będzie chciało przekazywać pieniądze na kościół, a drugie będzie innego zdania? Pomyśl o napięciu powstającym między mężem, który chce wspierać finansowo swój kościół, a żoną, która chce te pieniądze przeznaczyć na wyremontowanie domu, ponieważ w ogóle nie wierzy albo należy do innej religii. A co ze sposobem spędzania czasu? Pomyśl o rodzinie, w której na przykład mąż pragnie, by niedziela była dniem, w którym wszyscy idą do kościoła, podczas gdy żona uważa ją za czas odpoczynku, gry w golfa albo wspólnych rodzinnych wyjazdów? Co się stanie, jeśli jedno z nich zechce posłać dziecko do szkoły wyznaniowej, a drugie nie? Te pytania mogą ludzi podzielić.

W tej sytuacji łatwo zrozumieć radę apostoła Pawła. Dla pobożnych chrześcijan problem jest jeszcze głębszy. Ktoś oddany Bogu może być rozdarty, jeśli próbuje uszczęśliwić małżonka, który nie chce, by ten tak bardzo angażował się duchowo. Druga strona może się czuć dotknięta, że małżonek tak dużo czasu i uwagi poświęca Bogu.

Jako doradca małżeński zawsze ostrzegam narzeczonych przed takim niebezpieczeństwem. Czasem ludzie różnych religii myślą, że kochają się tak bardzo lub rozumieją się tak doskonale, że nie będzie to problemem. Rzadko jednak się to sprawdza, nawet jeśli każda ze stron akceptuje różnice, równocześnie każda wciąż nie dzieli najważniejszych aspektów życia z małżonkiem. Kiedy wiara nie jest wspólna, a ona jest dla kogoś najważniejsza, wówczas serce odbywa w życiu samotną podróż.

Czy chodzisz na randki, po to by się ożenić lub wyjść za mąż?

W kontekście ewentualnych problemów niektórzy się dziwią, kiedy mówię, że czasem dobrze jest dla chrześcijanina, by spotkał się z kimś, kto nie podziela jego wiary. Jednak musisz pamiętać, co powiedziałem o chodzeniu na randki: Tu nie chodzi o małżeństwo! Jeśli umawiasz się na nie po to, by po prostu spotykać ludzi, spędzać z nimi czas, poznawać różne ich typy, zabawić się, dowiedzieć się czegoś o sobie i o tym, co lubisz, a czego nie lubisz, zdobywać przyjemne doświadczenia, dzielić się swoimi przemyśleniami na temat życia i w innych celach, o których mówiliśmy, to nie ma sprawy. Nie chodzisz na nie po to, by znaleźć kogoś, za kogo mogłabyś wyjść za mąż, lub kogoś, z kim mógłbyś się ożenić, prawda? Przynajmniej jeśli uczestniczysz w randkach tak, jak sugerowałem.

Jeśli jednak nie umówisz się na randkę z osobą niewierzącą, ponieważ możesz chodzić tylko z kimś, kto mógłby być potencjalnym małżonkiem lub małżonką, wówczas masz całkiem inny program. Chodzisz na randki, by się ożenić lub wyjść za mąż. Z mojego ponadwudziestoletniego doświadczenia profesjonalnego doradcy pracującego z osobami samotnymi wynika, że nie jest to najlepsza ścieżka, jaką możesz wybrać. Jeśli znajdujesz się w tym punkcie, rady, których w tym rozdziale udzielam, nie odnoszą się do ciebie.

Jeśli jednak szukasz sposobu, by się zmienić i dorosnąć jako osoba w trakcie spotykania się na randkach, wówczas przyjęcie zaproszenia od osoby innej niż ty wiary, jest wielkim ludzkim doświadczeniem. Dowiesz się czegoś o drugiej osobie, o sobie samym i o wielu innych rzeczach. A także, jeśli jesteś sobą, a nie doktorem Jekyllem i panem Hyde’em, wówczas możesz mieć wspaniałą możliwość podzielenia się z nim czy z nią swoją wiarą; to jedna z najważniejszych rzeczy, które możemy zrobić. Prowadzi cię to do istoty rzeczy, która kryje się za całym tym gadaniem o spotykaniu się z osobą innej wiary, do pytania: Kim jesteś? I ta kwestia zasługuje na to, by jej poświęcić osobną część tego rozdziału.

Kim jesteś?

Kobieta, o której była mowa na początku rozdziału – Angela – jest teraz szczęśliwą żoną głęboko wierzącego chrześcijanina. I wiecie co? To jest ten facet, o którym mi opowiadała podczas naszej rozmowy. Niewierzący mężczyzna, z którym się umówiła, jest dziś głęboko wierzącym chrześcijaninem, jej mężem. Co się stało?

Stało się to, że Angela chodziła z nim na randki dokładnie w taki sposób, jaki omawiamy w tej książce. Robiła to dla przyjemności, spotykała się z nim jak z przyjacielem i była sobą. Podczas spotkań z nim nie stawała się kimś innym i kiedy prosił ją o kolejną randkę, wciąż była głęboko wierzącą chrześcijanką. Od początku jasno stawiała sprawę swojej wiary. Równolegle spotykała się też z innymi mężczyznami. Nie traktowała go poważnie. I o to właśnie chodzi: Nie mogła traktować go poważnie.

Kochała Boga i była oddana swojej wierze, nie mogła więc zakochać się w kimś, kto nie dzielił z nią najważniejszej dla niej sprawy – jej wiary. Ponieważ miała wiarę, nie mogłaby się w nim zakochać. Dlaczego? Dla zasady? Nie całkiem. Z powodu tego, czego szukało jej serce, czego pragnęło. Angela chciała być z kimś, kto dzieliłby z nią to, co tkwiło w jej sercu, z osobą głębokiej wiary, żyjącą nią na co dzień. Jeśli mężczyzna nie kochał Boga, nie zamierzała się w nim zakochiwać.

Posłuchaj teraz wielkiego przesłania: Nie powiedziałem, że nie powinna pozwolić sobie, by się w nim zakochać, czy dopuścić do tego, by się w nim zakochać. To by znaczyło, że byłaby zdolna do zakochania się w kimś, kto nie podzielał jej wiary, ale byłaby w jakiś sposób posłuszna Bogu i nie zrobiłaby tego, nawet jeśliby miała na to ochotę. Nie to powiedziałem.

Powiedziałem, że Bóg był najważniejszą sprawą w jej życiu, był w jej sercu. Jeśli więc ktoś tego nie podzielał, nie był dla jej serca atrakcyjny w sensie, który mógł pociągać za sobą zaangażowanie. Jej serce należało do Boga, więc ona by tego nawet nie chciała. Nic jej nie groziło.

Co więc zrobiła? Jako osoba wierząca, dała do zrozumienia, kim jest. Dzieliła się swoją wiarą i swoimi wartościami. Ponieważ ona i mężczyzna, z którym się spotykała, zostali przyjaciółmi, powiedziała mu o tym, że nie mogłaby się zakochać w kimś, kto nie podzielałby jej wiary i zaangażowania. Uprzedziła, że jeśli chce się z nią spotykać, może pójść z nią do kościoła lub na zajęcia grupy studiującej Biblię. Przedstawiała swoje prawdziwe oblicze.

Krótko mówiąc, on poszedł z nią do kościoła. (Udali się tam jako przyjaciele, pamiętaj). Nie zaprzedawała się. I on się zainteresował. Przedstawiła go swojej wspólnocie i oni też się z nim zaprzyjaźnili. Kilka miesięcy później zbliżył się do wiary, nie wiedząc nawet, jak to się stało. W tym momencie zaczęła go postrzegać jako osobę, którą mogłaby się ewentualnie zainteresować w dłuższej perspektywie. Długo go obserwowała, by zobaczyć, czy jego wiara jest prawdziwa. Później poznali się lepiej i powoli się w sobie zakochali, ponieważ dzielili życie duchowe. Obecnie od jakiegoś czasu są już małżeństwem.

Nie podaję tego przykładu, by namawiać do uprawiania apostolstwa na randkach. Niektórzy ludzie szukając swojego „typu” i nie mogąc znaleźć takiej osoby wśród współwyznawców, myślą, że znajdą swój „typ” poza kościołem, nawrócą go lub ją, i będą mieli wszystko. Nie to mówię i nie dlatego podaję ten przykład.

Lekcja, która z tego płynie, polega na tym, że Angela była dojrzałą chrześcijanką, której nie groziło zakochanie się w kimś, kto nie podzielał jej wiary. Była też od początku integralną osobą i nie korygowała swojej wiary, ponieważ podobał jej się jakiś facet albo dlatego, że była taka samotna i brakowało jej bliskiej osoby. Była zakorzeniona w dobrej wspólnocie i nie była ze swoim problemem sama. Nie stała się kimś innym, by „złapać męża”. Z drugiej strony, nieustępliwie dążyła do tego, by mężczyzna, z którym się umawiała, postępował jej drogą, jeśli zamierzał spędzać z nią czas.

Angela nauczyła się od niego także pewnych rzeczy, których nie widziała w innych mężczyznach. Nauczyła się, że facet może być dużo bardziej doskonały niż ci, z którymi spotykała się wcześniej. Było w nim wiele rzeczy, których nigdy nie znalazła w jednym mężczyźnie, a spotykała się z różnymi. Ci jednak byli bardziej jednowymiarowi. Jej przyjaciel lubił zarówno intelektualne, jak i sportowe wyzwania. Interesował się sztuką i przyrodą. Był silny i wrażliwy. Dowiedziała się, że istnieją na świecie zrównoważeni mężczyźni. I utwierdziła się w przekonaniu, że istotny jest duchowy wymiar kontaktu między ludźmi.

Niektóre cechy jego charakteru bardzo się Angeli podobały. Właśnie tego potrzebowała w kimś, z kim chciałaby spędzić swoje życie. Pomogło jej to w przyglądaniu się innym facetom, z którymi się spotykała, i w ocenianiu ich. Nawet jeśli pozostawali tylko przyjaciółmi, dzięki niemu wiele uczyła się na ich temat.

Jeśli więc postępujesz zgodnie z nakreślonym tu programem, jesteś tym, kim naprawdę jesteś, i nie poszukujesz małżonka. W tym wypadku nie widzę żadnego powodu, dlaczego nie mógłbyś się spotykać z osobą o innych przekonaniach w sferze duchowej. Jeśli jednak nie stosujesz zasad, o których tu mówimy, jesteś w niebezpieczeństwie i sugeruję, żebyś się nie spotykał z osobami innej wiary lub niewierzącymi. W rzeczywistości, jeśli to, co przedstawiam poniżej, jest prawdą, stawiam pod znakiem zapytania, czy w ogóle powinieneś chodzić na randki.

Kiedy nie powinieneś się spotykać z kimś, kto nie podziela twojej wiary

  • Kiedy traktujesz wszystkie osoby, z którymi chodzisz na randki, jako potencjalnych małżonków. Jeśli to prawda, musisz ponownie przeczytać, co sądzę o ludziach, którzy angażują się naprawdę, a są różnej wiary. Jeśli spotykasz się tylko z osobami, o których myślisz, że mógłbyś je poślubić, szukasz wielkich sporów w małżeństwie.
  • Jeśli grozi ci, że się w kimś zakochasz. Jeśli twoja wiara jest słaba i ktoś może się stać dla ciebie ważniejszy niż sam Bóg, grozi ci, że twoje serce będzie rozdarte. Z mojego punktu widzenia odsłania to jednak głębszy problem niż ten związany z randkami. Świadczy to o tym, że twoja wiara nie jest dla ciebie tak ważna, jak powinna być według Jezusa. Jeśli podążasz za Chrystusem, wówczas On pragnie całego ciebie – twojego serca, umysłu, duszy i siły. Jeśli duża część twojego serca nie należy naprawdę do Boga, to jest to prawdziwy problem. Czy poszedłbyś za kimś, kto nie chce dzielić z tobą duchowego życia? Czyż Bóg nie jest tym, kogo najbardziej pragniesz? Zastanów się nad tym i porozmawiaj z osobami, które pomogą ci odkryć, dlaczego jest to prawda.
  • Jeśli jesteś samotny. Osoby samotne są szczególnie bezbronne wobec każdego, kto chce z nimi być. Jeśli tak jest w twoim wypadku, w ogóle nie powinieneś traktować randek poważnie, bo naraża cię to na niebezpieczeństwo zaangażowania się tylko po to, by przestać być samotnym. Uzyskaj najpierw pomoc i zakorzeń się we wspólnocie.
  • Jeśli swą duchową podróż odbywasz w pojedynkę. Jeśli jesteś chrześcijaninem, powinieneś przebywać w duchowej wspólnocie z innymi osobami, które ożywiają twoją wiarę. Jeśli w niej nie jesteś, pod względem duchowym grozi ci brak zakorzenienia trzymającego cię na drodze twojej wiary i wartości. Nie podążaj nią sam. Pozostań we wspólnocie, a jeśli w niej nie jesteś, stwórz ją najpierw, a potem martw się o randki. Tak czy inaczej są ci one potrzebne.
  • Jeśli jesteś nadpobudliwy seksualnie. Bądźmy szczerzy. Jeśli brak ci samokontroli i spotykasz się z osobą, której wartości i morale dopuszczają seks poza małżeństwem, jesteś zagrożony. Zatem nie myśl o tym. Spotkaj się ze swoją religijną wspólnotą i rozwiąż ten problem.

Parę miesięcy temu jadłem kolację ze znajomym, który przeżywał coś przeciwnego niż Angela. Zaczął się spotykać z bardzo miłą dziewczyną, która była niewierząca, zatem oddalił się od swojej duchowej wspólnoty. Ona była śliczna i on zapragnął czegoś więcej. Nie wyznał jej jednak, że jest chrześcijaninem. Tak naprawdę, kiedy stało się jasne, że jego wiara jej nie interesowała, prawie przestał z nią o tym rozmawiać. Odłożył Boga na półkę. Podążył jej drogą do ciekawego świeckiego życia. Oboje cieszyli się życiem i budowali związek poza Chrystusem.

Jego przyjaciele, z troski o niego, zachęcili go, by uczciwie powiedział jej, co jest dla niego ważne. Tak naprawdę troszczyli się też o nią, ponieważ on nie powiedział jej uczciwie, kim jest. Jednak mój znajomy nie skorzystał z ich rady. Dalej się z nią widywał. Potem zamieszkali razem. Kilka miesięcy później chciał jej zaproponować małżeństwo.

Jednak nim to zrobił, spotkał się ze mną i otworzył przede mną swe serce. To, co powiedział, było smutne, ale prawdziwe.

– Jestem nieszczęśliwy. Ona jest cudowną dziewczyną i bardzo ją kocham. Tyle że jestem wewnętrznie rozdarty, bo nie mogę z nią dzielić mojego życia duchowego. Nie mogę przejść nad tym do porządku dziennego, ale zaszedłem już za daleko. Co ja robię? Nie mogę być szczęśliwy, gdy jestem wewnętrznie rozdarty.

To była smutna kolacja. Spytałem go, czy chce się tak czuć przez resztę swojego życia. Czy chce dalej ją okłamywać i być wobec niej nieuczciwy? Nie postawił sprawy jasno. To było nie w porządku. Jeśliby się pobrali, wszystkie kwestie duchowe powoli wyszłyby na jaw, a ona poczułaby się oszukana. Z pewnością nie takiego traktowania drugiej osoby sam by oczekiwał.

Musiał odbyć trudną rozmowę ze swoją dziewczyną i być wobec niej uczciwy. Wkrótce potem ich związek przestał istnieć. Później spotkałem się z nim na kolacji, a on podsumował całą tę miłosną przygodę. Przyrzekł sobie, że już nigdy nie wplącze się w coś takiego. Zrozumiał jednak, że nie chodziło tylko o to, że zbyt mocno związał się z osobą niepodzielającą jego wiary. Prawdziwy problem tkwił w tym, że sam nie był w nią dostatecznie zaangażowany, że nią nie żył i nie stawiał sprawy jasno od samego początku.

Przeanalizował problem i zauważył, że oddalił się od swej wspólnoty i był zbytnio skupiony na szukaniu „tej jedynej”. Jego bożkiem było małżeństwo. Gdy skończył trzydzieści cztery lata, poczuł, że jest „stary” i powinien się ożenić, i zapragnął kogoś znaleźć. To naprawdę zbyt młody wiek, by wpadać w panikę. Ten przykład wiąże się z wszystkimi zasadami, o których mówiliśmy. Nie wpadaj w obsesję, szukając męża czy żony, bądź sobą, bądź zdrowy, pozostań w związku ze swoją wspólnotą itd. Jeśli robisz to wszystko, wówczas spotykaj się z kim tylko chcesz. Jeśli tego nie robisz, wówczas uważaj, niezależnie od tego, jaką wiarę wyznajesz.

Chodzi o otwartość na nowe znajomości >>>

Moja znajoma Stacy wraz ze swoją koleżanką Gretchen poszły ostatnio na przyjęcie, na którym było wielu samotnych mężczyzn. Stacy jest mężatką, podczas gdy Gretchen nie. Przez całą drogę Gretchen sączyła do ucha Stacy opowieści o tym, jak jest rozczarowana swoimi randkami. Narzekała na wszystko, począwszy od tego, że „nie ma właściwych mężczyzn wokół”, po złośliwe: „wszystkich interesuje tylko jedno”. Zanim dotarły na przyjęcie, Stacy współczuła swojej znajomej.

Gdy znalazły się na miejscu, stały razem i rozmawiały z wieloma osobami, odnajdując starych znajomych i dobrze się bawiąc. Z czasem Stacy coś zauważyła. Wszyscy samotni mężczyźni obecni na imprezie kręcili się po pokoju, rozmawiając z różnymi kobietami, w tym z nią. Uznała ich za czarujących: – Byli tacy bystrzy – opowiadała mi później. – Chciałabym znów chodzić na randki. Nie naprawdę, ale tęsknię za nimi, gdy spotykam facetów. To takie zabawne.

Tyle że na tym polega mój problem. Nie wiem, co powiedzieć Gretchen. Wiem, co jest nie tak. Nie chodzi o to, że nie ma wokół bystrych mężczyzn. Poznałam kilku dzisiejszego wieczoru. Patrzyłam jednak na Gretchen i choć nie jest niegrzeczna ani nic w tym rodzaju, po prostu nie jest szczególnie otwarta i zachęcająca. Gdy tylko jakiś mężczyzna spojrzał na nią, ona odwracała wzrok. Gdybym była facetem, pomyślałabym, że nie jest zainteresowana. Co jej powiem? Chcę powiedzieć: „Jeśli chcesz pójść na randkę, pokaż to na twarzy”. Po prostu wyraźnie nie okazywała tego, że chciała kogoś poznać. Jak mam jej powiedzieć, by rozświetliła się i nauczyła się flirtować? – dodała. – Czy nie jest to po prostu część bycia kobietą? Czyż Bóg nie wbudował tego w kobietę? Jak mogę sprawić, by się otworzyła?

Jak sądzisz, czy flirtowanie jest częścią „wyposażenia” kobiety? Co to dokładnie jest? Czy mężczyźni też to robią? Jak mężczyzna okazuje kobiecie, że chciałby ją poznać? Świat obfituje w teorie, zasady i zakazy odnośnie do tego, w jaki sposób kobiety i mężczyźni powinni się poznawać. Jednak nie jest to tak skomplikowane.

Oto, jak ludzie normalnie się poznają. Mężczyzna zauważa kobietę i ona zauważa jego albo zauważa, że on ją zauważył. W tym momencie coś się dzieje. Dzwoni telefon i odbierasz go albo słyszysz wiadomość: „Abonent jest nieosiągalny, proszę zadzwonić później” lub sygnał, że linia jest zajęta. Jeśli chcesz, by rozmawiano z tobą w grupie, czy to w kościele, na przyjęciu, czy innym spotkaniu, na którym są osoby samotne, musisz okazać, że jesteś otwarty i gotowy podjąć rozmowę. Jak to zrobić w najprostszy sposób? Patrz danej osobie w oczy i jeśli chcesz, uśmiechaj się. Po prostu patrz, a ona już będzie wiedziała, jak to rozumieć. Ludzie, którzy nie są otwarci na poznawanie innych, z reguły unikają kontaktu wzrokowego. Osoby otwarte często patrzą w oczy. Nie jest to wielkie odkrycie. Idź do przedszkola i poobserwuj dzieci, które chcą się bawić z kolegą czy koleżanką. One po prostu podchodzą do niej czy do niego i mówią: „Hej, chcesz się pobawić?”. Możesz się od nich uczyć.

Wierzę, że gdy to się zdarzy, to naturalne, że jedna osoba zauważa drugą i że ta druga w odpowiedzi zauważa tę pierwszą. Jeśli ktoś widzi kogoś, kto jest nastawiony przyjaźnie i jest otwarty, podejdzie i powie „Dzień dobry” lub się przedstawi. W tym momencie mogą normalnie rozmawiać i kontaktować się jak istoty społeczne. Reszta powinna nastąpić później. Zwykle jednak nie nastąpi, jeśli on spogląda na nią, a ona nie nawiązuje kontaktu wzrokowego albo jeśli w jakiś sposób daje do zrozumienia, że jest osobą zamkniętą. Wielu mężczyzn nie chce wykonać kolejnego kroku w stronę tego, co postrzegają jako zamknięte drzwi. Czasem także pomaga kobiecie, gdy znajdzie sposób, by podejść do mężczyzny i nawiązać rozmowę. Wielu mężczyzn lubi być zagadywanych przez przyjazne kobiety. Budzi to ich podziw. Zatem kobiety, bądźcie miłe.

Oto kilka rzeczy, które musisz zrobić. Przedstaw się, powiedz „cześć” i zapytaj, czy jest nowy w grupie bądź w firmie. Spraw, by czuł się mile widziany. Jeśli nie jest nowy, dowiedz się, od jak dawna tam przychodzi. Zadawaj pytania typu: „Jak tu trafiłeś?”.

To nie operacja mózgu. Jednak zdumiewające jest, jak wiele kobiet jest zamkniętych w sobie i nie wchodzi w interakcje. W rozdziale 24 opowiem o kilku kobietach na przyjęciu absolutoryjnym, co zilustruje, jak można stracić okazję przez brak otwartości. Jedna z obecnych tam kobiet, która skorzystała z programu naszkicowanego w tej książce i jest mężatką, zauważyła: „Byłam tam jedyną kobietą, która nawiązywała kontakt wzrokowy, ponieważ jestem do tego przyzwyczajona, ale musiałam spuszczać wzrok, bo jestem mężatką”. Opisywała, jak dwóch mężczyzn dwa razy podchodziło do ich stołu, by je poznać, ale żaliła się, że: „samotne dziewczyny były tak mało otwarte. Były tak niedomyślne, że straciły okazję”.

Pomyśl więc o tym, jak sama się zachowujesz, i zapytaj osoby, które cię znają: „Jeśli zobaczyłbyś mnie na przyjęciu, podszedłbyś do mnie?”. Sprowokuj reakcje. Niech ci się przyjrzą na imprezie. Możesz się zdziwić, że to, iż chcesz, by ludzie reagowali na ciebie, nie oznacza, że wysyłasz odpowiednie sygnały. Dowiedz się, czy wyglądasz na osobę zamkniętą albo niedostępną.

Pomyśl o wyjściu ze swojej normalnej bezpiecznej strefy. Podejdź i porozmawiaj z kimś. Powiedz „cześć” i zadaj kilka pytań. Poznaj kogoś i przedstaw się. Nie musi to wyglądać na próbę „zbliżenia się”. Tak po prostu ludzie się poznają. Jeśli spytasz małżeństwa, jak się poznały, odkryjesz, że często znajdowali się w tym samym miejscu, ale nie byli tam razem, i jedno z nich przedstawiło się drugiemu. Musicie się jakoś poznać i jeśli nie ma kogoś, kto mógłby was sobie przedstawić, ty to musisz zrobić. A poza tym poznawanie ludzi jest przyjemne. Rób to i pamiętaj, by patrzeć im w oczy.

Wiem, że żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, ale co się stało z upuszczaniem chusteczki? Spróbuj zastosować własną wersję tego zwyczaju, a ktoś, kto ci się podoba, może ci ją zwróci (mężczyźni mogą upuścić palmpilota). Wszystkie zwroty językowe w rodzaju pantofelka Kopciuszka, skądś się przecież wzięły. I pamiętaj: uśmiechaj się!

Za: Poszukiwana, poszukiwany. Poradnik dla singli

Copyright © by W drodze